Przez długi czas myślałam, że „nie lubię ruchu”.
Szkolny wf był czyś, czego nienawidziłam całą sobą — i unikałam jak tylko mogłam.
Mówiłam sobie, że ruch nie jest dla mnie.
Budowałam narrację o tym, jak jestem *lepsza*, bo interesuje mnie przyswajanie nowych informacji, nie bieganie za piłką.
Dopiero kilka lat temu zobaczyłam, że to nie była niechęć do ruchu.
To była niechęć do *czucia*.
Ruch nie jest tylko zmianą pozycji ciała.
Ruch jest jednym z podstawowych sposobów, przez które kształtuje się nasze własne *ja*.
Zanim powstaje myśl o tym, kim jestem, jest ciało w ruchu:
czucie ciężaru, napięcia, kierunku.
Przyjemności, bezpieczeństwa, odrazy, strachu.
To poprzez ruch uczymy się:
„jestem” i „mogę”.
W podejściu somatycznym *ja* nie jest czymś *stałym*.
Wyłania się w działaniu.
W odpowiedzi na świat.
W relacji.
Poprzez ruch uczymy się granic, kontaktu, separacji, sprawczości, ekspresji.
Poprzez ruch uczymy się siebie.
Ruch nie jest neutralny ani przypadkowy, jest relacyjny; kształtuje się w odpowiedzi na drugiego: na jego obecność, napięcie, czy (nie)dostępność.
Dlatego ciało pamięta relacje nie jako historie, ale jako nawyki i zachowania osadzone w ruchu.
Jeśli kontakt był zbyt intensywny, zbyt gwałtowny albo nieprzewidywalny, ciało mogło nauczyć się:
kurczyć, napinać, wstrzymywać oddech, nadmiernie mobilizować lub zamrażać ruch.
Tak system reaguje na traumę, zagrożenie, chroniczny stres.
I wtedy, jak w moim przypadku, ruch przestaje być neutralny.
Zaczyna kojarzyć się z zagrożeniem.
Z utratą kontroli.
Z kontaktem z tym, co trudne.
Z ekspresją, która niesie ze sobą potencjalne niebezpieczeństwo.
Niechęć do ruchu bywa więc (podświadomą) niechęcią do spotkania się ze sobą.
To mądry mechanizm obronny.
Dlatego, że to, co nazywamy „brakiem energii”, „lenistwem” albo właśnie „niechęcią do ruchu”, często jest ciałem,
które nauczyło się przetrwać przez *odcięcie*.
Nie przez działanie.
Przez *zatrzymanie*.
Prokrastynację, sabotowanie swoich planów, by w końcu zacząć angażować się w ruch (działanie *jest* ruchem).
Ruch to rytm i flow i systematyczne kroczenie do przodu.
Ruch to podejmowanie wyzwań.
Ruch to aktywność i obecność.
I jeśli czujesz się *zatrzymana_y*, zastana_y, zatrzymana_y w miejscu…
Rozwiązanie nie polega wtedy na *zmuszaniu* się do ruchu/działania.
Polega na odzyskiwaniu dostępu do ruchu, który jest bezpieczny.
Do mikroruchów.
Do czucia.
Do bycia w ciele bez presji.
Bo ruch nie jest tylko czynnością fizyczną.
Again: jest przestrzenią, w której kształtuje się nasze *ja*.
I kiedy ciało odzyskuje *możliwość* ruchu (nie chęć czy motywację, bo to nie tego nam brakuje) —
nasza tożsamość również zaczyna się poruszać.
To, jak poruszamy się (albo nie), często mówi więcej o naszej relacji ze sobą niż to, co o sobie myślimy lub opowiadamy.
Ruch pokazuje, na ile czujemy się bezpiecznie w swoim ciele, na ile mamy dostęp do czucia, działania, sprawczości i kontaktu ze sobą.
Tam, gdzie zatrzymuje się ruch, bardzo często zatrzymało się również coś w naszym poczuciu *ja*.
Bo to zatrzymanie nie jest z wyboru.
Jest z przymusu.
Jest reakcją obronną układu nerwowego reagującego na *zagrożenie*.
Jak wygląda Twoja relacja z ruchem?
Zarówno ruchem, w rozumieniu aktywności fizycznej, jak i ruchem, który jest działaniem, poruszeniem, żywym zaangażowaniem we własne życie?
Czy jeśli wpadasz w *bezruch*, który wygląda jak prokrastynacja, zamrożenie, samosabotaż…
to naprawdę jest to brak dyscypliny?
Czy może to ciało, które mówi:
„to tempo nie jest dla mnie bezpieczne”.
„to działanie jest zbyt duże”.
„to nowe wciąż pachnie zagrożeniem”.
Bo bezruch też jest ruchem.
Jest ruchem w kierunku ochrony.
I im bardziej próbujemy się zmusić do działania, tym bardziej ciało się kurczy. Tym bardziej utykamy w zatrzymaniu. Tym bardziej wpadamy w koło prokrastynacji i rozpraszania.
Bo ruch zaczyna kojarzyć się z presją (aka zagrożeniem).
I może właśnie dlatego tak wiele z tego, co nazywamy prokrastynacją czy samosabotażem, nie jest brakiem motywacji, nie jest cechą charakteru, nie jest lenistwem — jest historią zapisaną w ciele.
Często — starą i przedawnioną.
Ale też taką, którą *można* rozplątać.
Doświadczyłam tego ja i mam nadzieję, że doświadczysz tego również Ty.